Kultura ze swej natury nie może być rentowna, gdyż nie ma (a przynajmniej nie powinna mieć) charakteru rynkowego. Jeśli kultura na siebie nie zarabia – tak jak nie zarabiają na siebie szkoły, szpitale, czy uniwersytety – to powinna być współfinansowana.

W cywilizowanych społeczeństwach europejskich uznaje się ją jako „wspólne dobro”, nie zaś okazję do zrobienia biznesu, gdyż kultura –  podobnie jak woda i powietrze – nie powinny być traktowane jako pola dla eksploatacji.

W naszej rzeczywistości niestety jest inaczej. Panoszą się ogólnie przyjęte powierzchowność i bezmyślność. I tak od instytucji dobra publicznego, które nie wytwarzają przecież kapitału, oczekuje się że będą generować pieniądze. A jeśli tego nie robią? No cóż, to już raczej niczego nie zrobią. Nasze społeczeństwo, tymczasem, nie godzi się na współfinansowanie kultury, ponieważ nie zostało dostatecznie wyedukowane w tym zakresie. Odwołuje się co prawda do tradycji ale mając na względzie jej warstwę symboliczną, bez internalizacji wartości przez nią reprezentowanych. Nie odczuwa potrzeby, aby twór takowy, jakim jest kultura, w ogóle stanowił dla niego wartość, a tym bardziej przedmiot troski.

„Dużo gustu, ale złego” – mawiał prof. Jastrzębowski.

Na szczęście są ludzie, którzy rozumieją taki stan rzeczy i pragną go zmienić. Mogą i chcą pomóc.Współdziałanie ich uszczęśliwia.

Czy już staje się jasne, co takiego robimy w Gdańsku Oliwie?  

Otóż współpracujemy z najlepszymi. Odwiedzamy dobrego znajomego. Poznaliśmy się osobiście, już jakiś czas temu, przy okazji prac nad otwarciem galerii sztuki w Sopocie. Łączy nas podobne „szaleństwo”. Niektórzy ludzie chcą spokojnie żyć, inni chcą żyć bogato, stawiają sobie cele finansowe, czy rodzinne. Jeszcze inni spełniają się społecznie.

Andrzej jest człowiekiem mądrym, od którego wiele możemy się nauczyć. Jest też idealistą – czuje potrzebę naprawy świata. Nie skazuje sztuki na wyginięcie lecz po prostu ją wspiera. Przyjechaliśmy tutaj, by opracować wspólny plan.

2
8
6
4
3
10

Andrzej Stelmasiewicz – przedsiębiorca, animator kultury ale przede wszystkim pasjonat. Od lat wspiera rozwój lokalnej społeczności poprzez kulturę, sztukę i edukację. W 2005r wystąpił z obywatelską inicjatywą „Czas Gdańskich Lwów”, dwa lata później założył Fundację Wspólnota Gdańska i powołał do życia miejsce zwane Oliwskim Ratuszem Kultury. Trzy lata temu z ramienia Komitetu Wyborczego Pawła Adamowicza został wybrany radnym Gdańska oraz przewodniczącym Komisji Kultury i Promocji.

Praca Andrzeja jest dostrzeżona i nagradzana. Uhonorowano go tytułem Mecenasa Kultury Gdańska. Otrzymał Medal Komisji Edukacji Narodowej. Był nominowany do tytułu „Człowiek Roku 2008”, natomiast  w 2015 otrzymał Nagrodę im. Lecha Bądkowskiego w kategorii „Darczyńca Roku” dla organizacji pozarządowych. Andrzej może pochwalić się Nagrodą Marszałka Województwa Pomorskiego w kategorii „Osobowość Roku 2015”.

Jego Fundacja prowadzi Galerię Sztuki “Warzywniak” oraz “Galerię Jednego Dzieła”. Była organizatorem wielu znaczących wydarzeń kulturalnych i artystycznych, festiwali, plenerów, czy wystaw.

Pierwszym dzieckiem Andrzeja była Galeria E-66, założona w roku 2008 przy ulicy Elbląskiej. Tam udostępniał młodym artystom dwadzieścia pracowni. Przedsięwzięcie trwało pięć lat i zapisało się w pamięci wieloma ciekawymi wydarzeniami. Później była Przestrzeń Sztuki WL4 powołana z inicjatywy Ady Majdzińskiej i Czesława Podleśnego w prywatnym budynku przedwojennej piekarni Germania, a po wojnie piekarni Motława, działającej w Gdańsku jeszcze do lat osiemdziesiątych. Wspólnie z Fundacją,  przy akceptacji właściciela budynku i minimalnych kosztach,  doprowadzili obiekt do użytku. W ponad trzydziestu pracowniach, tworzyło pięćdziesięcioro artystów z Gdańska, Polski i ze świata. To tam – w trzech przestrzeniach wystawienniczych odbywały się wystawy, koncerty, czy widowiska teatralne.

Andrzej Stelmasiewicz – odpowiedzialny społecznie marzyciel – swój majątek przeznacza na kulturę i nie liczy na szansę zwrotu z tejże “inwestycji”. Bo nie o rentowność tu chodzi, wyrażaną w bezdusznych cyfrach ale o ślad. O sens bycia i prawdziwą wartość.

Człowiek to zmysłowy impet i niezamknięta monada pragnień.

Gdy życie jest pozbawione wizji, do której spełnienia się dąży i którą chciałoby się urzeczywistnić, to nie ma uroku, nie ma też motywu do wysiłków, do wytężania sił w pogoni za wizją”.

Zastanówmy się tymczasem, co tak naprawdę nadaje życiu smak?

Fragment wywiadu z 1980, cyt. za: A. Karov, Erich Fromm: Posiadać czy być? „Profil” Czasopismo Republiki Federalnej Niemiec; 1980 nr 9 str. 28

Łączy nas sztuka – Spotkanie z Andrzejem Stelmasiewiczem