Pracowita primavera – czyli wiosenne nowego początki

Przekraczając granicę szwajcarsko-włoską zostawiliśmy za sobą wszelkie niepokoje. Przywitały nas upały. Naturalna witamina D3 potrafi działać cuda i nastroiła nas do intensywnej pracy. Przez pierwsze dwa tygodnie nadrabialiśmy zaległości, siedząc po nocach przed komputerem. Jeśli się komuś wydaje, że nasze życie to wakacyjna sielanka, jest w wielkim błędzie. Otóż my pracujemy bez przerw, właściwie wciąż jesteśmy w pracy. Jeśli czegoś nie wykonujemy fizycznie, to pracujemy kreacyjnie. Każde spotkanie, każda górska wycieczka, każde zrobione zdjęcie i każda rozmowa jest inspiracją, bazą z której wyrastają rezultaty. Używamy wyobraźni i pamięci, a poprzez czynność logiczną umysłu, przekształcamy ideę w czyn,  próbując zespolić uniwersalne wartości z wartościami życia codziennego. Możliwość bycia w pięknych miejscach jest formą wynagrodzenia. To nasza “wypłata”. Ciekawostką jest, że kontakt z naturą, kulturą i inspirującymi ludźmi powoduje, że pracujemy efektywniej i skuteczniej. O jakich okolicznościach tu mowa? O najpiękniejszych. 

Kto śledzi nasze wpisy wie, że w Polsce gościliśmy artystę. Do Italii wracaliśmy razem, podróżując załadowanym po dach samochodem. Transportowaliśmy kolejne prace na nową wystawę, która tym razem odbędzie się we Włoszech. Zaraz po przyjeździe zabraliśmy się za pracę fizyczną. A tak! Dłuta, młotki, frezarki, tynkowanie, malowanie – takie zajęcia, które sprawiają, że człowiek po nich bardzo dobrze śpi i nieco się pionizuje. Gdy odkuwasz tynk, docierając do kamieni, których kolejne warstwy ktoś ułożył starannie ponad pięćset lat temu, możesz wpaść w pewien rodzaj nostalgicznej zadumy nad pojęciem czasu i trwania. Dyskusji filozoficznych sobie zatem nie odmawialiśmy, urozmaicając  dni wyzwaniami natury intelektualnej. Kilka spotkań z artystami światowego formatu, które odbywały się w ich pracowniach, zaowocowało zwiększeniem naszej kolekcji o kolejne katalogi  do fundacyjnej czytelni, oraz notatkami do kolejnych artykułów. W przerwach pomiędzy pracą fizyczną, udawaliśmy się w teren w celach jego eksploracji. I tak też odkryliśmy, że na przeciw kamienicy, którą właśnie odrestaurowujemy, znajduje się budynek służący jako dom kultury. Oczywiście, że zwiedziliśmy go starannie. Dokonaliśmy też wizji w kilku innych obiektach, doskonale nadających się na organizację wystaw. Nasze terminarze zapełniają się bardzo szybko, za chwilę będziemy potrzebować “kadrowej” pomocy.

Odwiedziliśmy również Konsulat Generalny w Mediolanie podpisując umowę partnerską, nawiązaliśmy nowe kontakty, uczestnicząc w wydarzeniach kulturalnych. Szczególnie cenna wydaje się znajomość ze Stowarzyszeniem Kulturalnym “Polski KOT” z Turynu. To niesamowite ile w tym rejonie odbywa się oddolnych inicjatyw i jak wielu ludzi angażuje się z wymagające projekty. Koncerty, warsztaty, kursy, wernisaże – trafiliśmy w sedno z wyborem miejsca. A w najbliższą sobotę inauguracja wystawy w zaprzyjaźnionym Museo Camuno. Obiecujemy obszerną relację.

23 maja mieliśmy na liczniku już nie 4 a prawie 4 tyś 800 km

Nasza kolekcja łóżek również się powiększyła. Mamy ich 11 i przestaliśmy zliczać “duble”.

Opublikowano 4 nowe artykuły w tym jeden tłumaczony na język włoski. Przed nami inauguracja wystawy i bardzo ważne spotkanie w rezydencji artystycznej RUC.