Jubileusz magazynu artystycznego

30 lat FORMATU

Ulisses opuszcza pokład Formatu”– Refleksja Rogera Piaskowskiego

 Ogarnąć te wszystkie porty, krajobrazy, miasta, ludzi, do których zabierał nas przez trzydzieści lat od daty zwodowania, transatlantyk sztuki dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku, jakim niewątpliwe jest pismo artystyczne Format, które Andrzej Saj założył i prowadził, traktując pracę redaktora jak wyzwanie dla badacza i komentatora zjawisk, postaw, tendencji i myśli o enigmatycznym bycie sztuki, który oferował czytelnikom ku rozwadze, często w roli przewodnika po targowisku próżności jako kritikos umiejący odróżniać rzeczy mądre i piękne od złudnych i nieszczerych. Ton pogodnego rozstania ( wyczuwalny na łamach ostatniego numeru Formatu ) wynika z pozycji redaktora-kapitana, który jako ostatni schodzi z pokładu i moment ten kontestuje, poddając się nastrojowi melancholii, znajdując w otaczającym go świecie niepokój i dominację „nowego żywiołu”, który transponuje bogów i ludzi, a rzeczywistość poddaje weryfikacji przez pryzmat wszechogarniającej sztucznej inteligencji. Czy stoi za tym złowróżbny wpływ kosmosu? – zastanawia się redaktor. Spójrzmy na ile uzasadniony jest „humor” wywołany ciemnym światłem Saturna. Przejmujemy się tym stanem rzeczy, zwłaszcza, że numer pożegnalny pokazuje, co tracimy. Wszystko jest gdzieś dla wszystkich w trzydziestoletnim fenomenie numerów Formatu. Manifestuje się istność bytu metafizycznego w drukowanych przedmiotach-obiektach estetycznych z papieru o intelektualnej zawartości, tworzących witraż w oknie Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu, złożony z prostokątów barwnych okładek Formatu, z ostatnią, o czarno białej, onirycznej fotografii Krzysztofa Saja, zobaczonej we śnie z białym koniem w galopie, niby uciekinierem z weneckiej kwadrygi Lizypa. Melancholia uderza z impetem w środku numeru Formatu i jest to atak totalny z zastosowaniem broni alegorycznej masowego rażenia. W pozie frasobliwej zadumy pod promienistym światłem planety Saturn, duch Melancholii przynosi owoce zasłużone, lecz niedoskonałe, dalekie od doskonałości kreatora uniwersum. To czas wyjątkowej samotności, gdy twórca kończy dzieło po wielu latach wysiłku, napięcia i wytężonej pracy, i osiąga szczyt, lecz nie czuje satysfakcji. Jest zatem w osiągniętym celu potrzeba odpoczynku, wysiłek ciała domaga się wytchnienia. A psyche?Ulisses docierając do wytęsknionej Itaki, dość szybko zdaje sobie z tego sprawę, czuje niepokój, który wyzwala potrzebę działania albowiem melancholia nie znosi spoczynku na laurach. „To nie to” – powie nasz Ulisses/Redaktor, twórczo realizujący idee Formatu przez trzydzieści lat zmagań, wzlotów i przeciwieństw, spotkań i rozstań w pracowniach sztuki świata. Tego nie sposób zakończyć, zamykając 87. numer Formatu. „Nie ma nic słodszego… nic bardziej przeklętego… nic smutniejszego jak melancholia” – pisze Robert Burton. Jednak wizualna twarz melancholii reprodukowana na całej stronie, to generosissima melancholia, miedzioryt z 1514 roku, wpisany w osobisty dramat Albrechta Dürera, z zaznaczoną datą śmierci matki geniusza niemieckiego renesansu. Niech nie myli czytelnika trop prowadzący pod wiatr w przeciwnym kierunku, szukający w dürerowskiej alegorii rzeczy egzotycznych, oderwanych od wędrówki Ulissesa na pokładzie M/S Format. W odrodzeniu, w kręgach neoplatońskich Florencji, określenie artysty jako melancholika, równało się pasowaniu go na geniusza, pisał o tym Vasari w Żywotach Artystów…, gdzie gwiazda melancholii towarzyszy Michałowi Aniołowi, zsyłając nań poczucie twórczego niespełnienia po ukończeniu dzieła. Humor melancholiczny trzeba wybaczyć twórcy „flotylli Formatu”. Frasobliwy stan duszy, personifikowany przez uskrzydloną młodą kobietę (błędnie identyfikowaną jako androgeniczny posłaniec Boga) zafrasowaną (w pozie Chrystusa Frasobliwego) wyjaśnia psychodramę, której sprawcą jest mit Saturna/Kronosa, szóstej planety Układu Słonecznego, a zarazem postaci symbolicznej (znany z obrazu Goi odrażający potwór pożerający własne dzieci) rozdartej wewnętrznie, o którym pisał Antoni Kępiński w Melancholii: „ jest on symbolem smutku i medytacji nad minionym szczęściem, ale i nadzieją na nie”. W „pożegnalnym” numerze Formatu jest, jak zwykle, chciałoby się rzec, link intelektualny w stronę refleksji, które Format obficie proponuje, odwołując się do myśli humanistycznej, do badań i konstatacji wskazujących na problemy krytyki sztuki, pokazujących, iż pożegnanie z krytyką w jej dotychczasowym obszarze i przestrzeni jest nieuniknione. Czytamy tekst Bogusława Jasińskiego, w którym znakomity filozof bierze pod lupę zbiór rozpraw i artykułów, zgłębiających meandry i idee sztuki naszych dni, opublikowanych na łamach pisma uniwersyteckiego Quart, redagowanego przez wybitnego historyka sztuki Waldemara Okonia. Szczególnie ważko brzmi diagnoza Bogusława Jasińskiego, wskazująca na sytuację zaniku tradycyjnie pojmowanego przedmiotu sztuki oraz metody naukowego oglądu, wymagającej wymiany, czy weryfikacji narzędzi i warsztatu badawczego, gdy toczy się „gra w sztukę współczesną i estetykę, a dopuszczony do niej zostaje tylko ten, kto wcześniej zaakceptuje jej reguły”, kiedy na naszych oczach „dokonała się zmiana paradygmatyczna w pojmowaniu sztuki”. Widać duch opiekuńczy Wrocławia nad artystów poszukiwaniami, jak to drzewiej bywało, gdy czytamy: „Warto odnotować, iż próba zmierzenia się historyka sztuki ze sztuką najnowszą wychodzi ze środowiska wrocławskiego, kco raz jeszcze potwierdza istnienie (…) swoistego genius loci, które właśnie tu lokalizowało awangardy i wszelkie nowe myślenie, do którego potem równali inni”. Format opiekuje się, inspiruje i zaciekawia, jest poprzez ilustracje i graficzną oprawę, bytem dokumentującym czas sztuki i egzystencję twórczą, ma w sobie immanentnie zakodowane motto rodem z powołanego w 1959 roku wrocławskiego sensibilizmu, które za głosem Michała Jędrzejewskiego, z biblioteczki Formatu, przywołuję: „Sensibilizm nie neguje istnienia innych kierunków w sztuce. Sensibilizm je wchłania i twórczo uszlachetnia. W tym sensie dorobek edytorski Formatu jest i – mam nadzieję – pozostanie sensibilistyczny. 

Roger Piaskowski

Świat ulega transformacji? Być może. Idzie nowe? Na pewno! To co jest jeszcze pewne, to fakt, że Ulisses jeden pokład opuścił ale z pływania po literackich wodach nie zrezygnuje, dopóki sił mu starczy.

Nuovo inizio! Już niebawem wielka, wydawnicza niespodzianka.

AFTER PARTY

30 lat FORMATU-Wystawa jubileuszowa i redakcyjne rozmowy